To się może wydawać nudne, przykre, żenujące i… jakiekolwiek inne, że młody człowiek który życie ma przed sobą, epatuje pesymizmem we wszystkim, co pisze. Nie ma jednak dymu bez ognia.
To się może wydawać nudne, przykre, żenujące i… jakiekolwiek inne, że młody człowiek który życie ma przed sobą, epatuje pesymizmem we wszystkim, co pisze. Nie ma jednak dymu bez ognia.
Liberalizm zawiera w sobie pewien paradoks. Im niższe podatki, tym większe wpływy do budżetu. Czy nasz liberalny rząd o tej zasadzie pamięta?
Podczas gdy wśród przedstawicieli środowisk realnie odpowiedzialnych za losy świata powtarza się w kółko frazesy o XXI. wieku i nowoczesności, mechanizmami polityki społecznej często rządzą przestarzałe reguły. czytaj dalej…
Dostałem obszerny komentarz do poprzedniego wpisu, ale autor przez pomyłkę umieścił go pod notką „Czerń, czerwień i pstrokacizna”. Postanowiłem się do niego odnieść.
Miłej lektury.
AD1: Zgadzam się, Lepper i Giertych to był zły pomysł. Ale przypominam, że wtedy miało dojść do koalicji PO-PiS, pomysł której podobał się dużej części społeczeństwa. Z owego przedsięwzięcia jednak wycofała się Platforma, gdyż Donald Tusk zdał sobie sprawę, że obcinanie macek mafiom i sitwom rodem jeszcze z SB czy PZPR jest medialnie nieopłacalne i daje spadki w sondażach. Więc, żeby parlament mógł efektywnie działać bez powtórnych wyborów, musiała być jakaś większość. Było to najmniejsze zło. A kolejne wybory kosztowałyby dużo więcej niż te limuzyny. O limuzynach jeszcze poniżej.
AD2: Co do Ziobry, to proces w sprawie podsłuchów umorzono z braku dowodów. Tak jak szereg innych postępowań. Stało się to po cichu. Właściwie we właściwej atmosferze w odróżnieniu do tego nieproporcjonalnego jazgotu podnoszonego co chwilę w czasie rządów PiS. Prawdą jest natomiast, że ten bandyta Ziobro zdołał częściowo otworzyć zawody prawnicze, dzięki czemu nawet ja – synek ze wsi bez specjalnych znajomości – przy odrobinie zapału do skończenia studiów miałbym szansę dostania się na aplikację. Poprzednio do egzaminu dopuszczanych było kilka osób, niezależnie od wyników. I zwykle były to dzieci prawników. Wszystko jest do sprawdzenia.
AD3: Nie wiem jak Ty, ale ja się nigdy nie bałem, że w drodze do szkoły dosięgnie mnie jakiś artyleryjski pocisk. Ta cała kwaziwojna, jeśli już w ogóle trwała, bądź trwa, jest spowodowana właśnie wrzeszczeniem elit na Kaczyńskich. Działa to na zasadzie powtarzania. Tak jak teraz powtarza się, że „ważna jest współpraca prezydenta i rządu”. Na początku kampanii rzygałem już tym hasłem, ale nawet mnie, sceptykowi automatycznie kojarzy się ono z Komorowskim. To się nazywa PR albo propaganda – jak kto woli. Faktem jest, że ta współpraca się kręciła zawsze i te kilkanaście zawetowanych przez Lecha Kaczyńskiego ustaw to nie jest koniec świata ani tym bardziej zamach na demokrację. Te weta wynikały po prostu z innej wizji państwa. A do tego każdy, nawet prezydent wszystkich Polaków, ma prawo, czyż nie?
AD4: Kiedyś Janusz Korwin – Mikke powiedział, że oficjalnie Polska jest z Niemcami w stanie wojny, bo nie ma podpisanego traktatu pokojowego. Jest to totalna brednia. Fakt, zachód za Kaczorami nie przepada. Dlaczego? Bo oni się upominają o drażliwe kwestie dotyczące polskich interesów. Za to rząd Tuska jest mistrzem porozumień na warunkach drugiej strony. Wszystko zawiera się w zasadzie, którą stosują państwa Zachodu – to znaczy „popieraj u innych to co zwalczasz u siebie”. Niemcy czy Francja najpierw dbają o swoje interesy a potem, jeśli im się to opłaca o cudze czy unijne. Ponadto z historii wiemy jak kończą polskie pionki podskakujące mocarzom.
AD5: Przywileje to nie jest rzecz dobra. Dawanie za darmo demoralizuje. I tu się nawet zgadzam. Ale chamskie obcięcie praw emerytalnych i głęboka niesprawiedliwość owych rozwiązań, (które odczuwam bezpośrednio) to nie jest chluba dla rządu Tuska. No i nie wiem czy tak niemądrą rzecz rząd Kaczyńskiego by zrobił. Ze wskazaniem jednak na nie.
AD6: Reformy finansów publicznych nie opiera się na mniejszej ilości limuzyn. Tutaj wchodzą w grę dziesiątki miliardów złotych. Krytykowanie wydatków na reprezentacyjność to zwyczajny populizm i łatwy zarobek dla niepoważnych mediów. Kiedy samoloty naszych wipów lądują, bądź lądowały na lotniskach choćby w Pradze, to kontrolerzy lotów mieli ubaw po pachy. Państwo to nie jest jakiś nieporadny student informatyki, u którego niedogolony zarost jest traktowany jako coś wcale sympatycznego. Państwo powinno wyglądać i chodzić w markowych ciuchach, bo jak cię widzą, tak cię piszą.
Druga sprawa, że kondycja polskich finansów zależy od koniunktury światowej. Wtedy (za Belki) była tak zwana górka na giełdach więc Polska sobie jako tako radziła. Natomiast kiedy zaczęły pojawiać się pierwsze symptomy kryzysu, to nikt nie miał nic do gadki. Daję głowę, że nawet Balcerowicz nie dałby sobie rady.
AD7: Pierwsze słyszę. No, ale jeśli to takie głupki jak Palikot…
AD8: Lubię placki. Powiem tylko, że Dokument Kopenhaski powstał na potrzeby przemian ustrojowych po upadku komunizmu w Europie. Na mój rozum jest on lekko nieaktualny i był nie na czasie już w czasie tamtych wyborów.
AD9: Patrz punkt 4. A ponadto, jeśli chodzi o sprawy typu Katyń, to przed śmiercią ostatniego z morderców, Rosja nie uzna tej zbrodni za ludobójstwo. I nikt w tej sprawie nic nie wskóra. Armia czerwona i NKWD to spory bastion poparcia dla władzy w Rosji i żaden Putin sobie nie pozwoli na zadarcie z nimi. No i jest jeszcze kwestia odszkodowań jakie Rosja musiałaby zapłacić rodzinom pomordowanych.
AD10: Skuteczność i owocność prywatyzacji nie zależy jedynie od jej tempa. Patrząc na historię prywatyzacji w III RP należy uznać, że trzeba postawić na jakość a nie na szybkość. No i prawdziwe efekty będą widoczne dopiero jak wymrą zdemoralizowani realnym socjalizmem skorumpowani ludzie a razem z nimi nawyki typu „czy się stoi, czy się leży…”. Polecam książkę „Polactwo” Rafała Ziemkiewicza.
Podatek liniowy w Polsce działa i ma się dobrze. Według niego rozliczają się przedsiębiorcy. Jeśli natomiast chodzi o podatki płacone przez osoby, które nie prowadzą działalności gospodarczej, to podatek liniowy godziłby w najbiedniejszych. Chyba, żeby ustalić linię na jakieś 10%. Ale na taki krok nikt się u nas nie odważy. Obniżenie podatków najbogatszym zostawiło im w kieszeniach więcej pieniędzy co pozwoliło nie załamać się konsumpcji w obliczu kryzysu. Dzięki, między innymi, temu w miarę się przed nim obroniliśmy.
Coś przeoczyłem?
Jeszcze nie dawno byłem zwolennikiem cenzusu wykształcenia w wyborach prezydenckich czy parlamentarnych. Byłem przekonany, że takie rozwiązanie zapobiegnie zjawisku, w którym potencjalnie nieświadoma większość ma większy potencjał wyborczy niż potencjalnie świadoma mniejszość. Wiem, że to spore uproszczenie. Nie chcę nikogo krzywdzić i osądzać, ale jak demokracja demokracją w III RP, zawsze jest tak, że ludzie głosują na przystojniejszego. I to niezależnie od tego czy ten jest przystojniejszy, ale dlatego, że jako przystojniejszego przedstawiły go media.
Zweryfikowałem swój pogląd po przeprowadzeniu kilku rozmów ze znajomymi studentami. Z reguły były to osoby, które polityką się nie interesują (są takie nawet na politologii!). Tym zadawałem pytania w stylu „czy zagłosowałbyś na kogoś, kto nie wie, że Norwegia nie jest w UE?”. Przykładów z ostatnich dni można mnożyć i mnożyć. Dostałem na to w odpowiedzi kilka zdziwionych spojrzeń i kategorycznych zaprzeczeń. Na końcu zadawałem pytanie „na kogo zagłosujesz w wyborach?” i większość zagłosowałaby na Komrowskiego. Po podaniu kilku przykładów niekompetencji marszałka dowiadywałem się, że właściwie to go nie popierają, ale zagłosują, żeby Kaczyński nie wygrał. No to pytam: „a co Kaczyński robił źle?”. I słyszałem, że „no, źle rządził i jest mały”. Jak „źle rządził” to się już dopytać nie mogłem.
To tylko ogólny obraz. I ogólnie rzecz biorąc, to jest przerażające.
Myślę sobie jeszcze, że jest niebezpiecznie, kiedy pluralizm przechodzi w obłudę. Jeśli Komorowski zostanie wybrany prezydentem, to przynajmniej do wyborów parlamentarnych prawie cała władza ustawodawcza i wykonawcza będzie w jednym obozie. Za tym idzie zmniejszenie roli opozycji, tak ważnej podstawy demokracji, oraz pewne ograniczenie kontroli nad rządem. Na domiar złego taką władzę trzymać będzie obóz Mira, Grzecha, Zbycha i Rycha i reszty, której nie śmiem sobie nawet wyobrażać. O chamstwie Palikota i sarmackiej ignorancji połączonej z przeszłością w WSI Komorowskiego już nie wspomnę.
Tusk okazał się być wizjonerem, mówiąc onegdaj o żyrandolach w Belwederze. Chociaż może bez przesady – wróżbita wystarczy. Jeśli Komorowski wygra wybory, a wiele niestety na to wskazuje, to prezydent rzeczywiście będzie dekoracją. Chciałbym zażartować coś o wąsie, ale jeszcze ktoś powie że zionę nienawiścią. Choć i tak zionę.
Wróćmy na koniec do cenzusu. Myślę, że jeśli chodzi o bierne prawo wyborcze, to on jednak mógłby się sprawdzić. Pamiętają państwo jaja z Lepperem? Prezydenturę powierzyłbym Kaczyńskiemu, mimo, że jest za mało liberalny. Choć w kwestii obniżek podatków PiS okazał się być bardziej liberalny niż liberalna PO. Kaczyński jest stały w poglądach i nie waży słów pod sondaże. Komorowski też tego nie robi, bo zwyczajnie nie umie. To jest robota premiera. Kaczyński jest doktorem nauk prawnych a Komorowski magistrem historii, który swoją pracę magisterską napisał w bodaj 11 dni przy pomocy żony i teścia. Byłem przy tym jak to mówił. Ja tych ludzi nie znam osobiście i nie mam prawa jako ludzi ich oceniać. Ale po politykach jechać mi wolno.
I tak g***o wiem o życiu, które jeszcze mi dokopie i w ogóle
Potwierdza się moja teza postawiona kilka notek wcześniej, że Jarosław Kaczyński jest prawdziwym facetem. Nie bardzo wierzyłem w to, że złagodnieje i przestanie dostarczać pretekstów do kpin. A tu proszę, są poważne oznaki zmiany wizerunku.
Czytam sobie wywiad w Rzepie i własnym oczom nie wierzę. Po odcięciu wyborczej kiełbasy, sugerującej na przykład, że biedni bogaci w szpitalach są traktowani jednakowo (ha ha ha), rzuca się w oczy zupełnie nowy ton. Ton człowieka z poczuciem humoru, z klasą. Wierzę na słowo Zuzannie Dąbrowskiej, która w jednym z wydań Antysalonu (jeszcze chyba z zeszłego roku) analizowała pewien niepolityczny wywiad z Jarosławem Kaczyńskim. Kaczyński miał rzekomo właśnie z pogodą ducha opowiadać o swoich przyjaciołach, rodzinie i kotu. Artykuł pewnie gdzieś jest, ale poszukiwania zostawiam Państwu. Nawet nie razi w oczy stwierdzenie przez niego faktu, że od 10 kwietnia jego brat jest w mediach pokazywany nieco bardziej obiektywnie.
Czytając relację z tego wywiadu w Wyborczej, czuję jakieś dziwne napięcie. Cały czas ma się wrażenie, że Kaczyński zaraz coś chlapnie i że wyleje się na niego wiadro pomyj. Z jednej strony sam jest sobie winien. A z drugiej strony współwinna tej atmosferze jest nowomowa z wyborczej. Tam po prostu nie da się czytać o Jarosławie Kaczyńskim będąc odprężonym.
No ale to tylko moje odczucia. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Śmiech na sali. Jest rok 2010 – to ważne z punktu widzenia opisywanych teraz i poprzednich zdarzeń.
Czytam dziś rano w serwisie www.wyborcza.pl, że Władysław Bartoszewski został Człowiekiem Roku 2010 tejże. Po ostatnich wydarzeniach z jego udziałem wygląda to jak kpina z inteligencji czytelników. Oczywiście nie chcę negować zasług Bartoszewskiego. Jego życiorys rzeczywiście zapiera dech w piersiach. Ale mówi on tez, że jest to osobowość na wojnę, ukształtowana w czasach wojny do stawiania bezwzględnego oporu oponentom. No i starszych ludzi charakteryzuje to, że mają swoje jedno utarte, niereformowalne zdanie na każdy temat i wytaczają armaty przeciw każdemu wróblowi, który zburzy im harmonię. Prosty przykład w poprzedniej notce. Pozwolą Państwo, że zacytuję Adama Michnika wręczającego Bartoszewskiemu tytuł Człowieka Roku „Gazety Wyborczej” 2010 (w maju?): „(…) za walkę o Polskę z niezatrutą duszą, bez zemsty i nienawiści, w poszanowaniu prawdy i pamięci.”. Pewnie jestem przewrażliwiony ale słowa o nienawiści, prawdzie i pamięci wydają się być wyjątkowo bezczelne w kontekście ostatnich wypowiedzi „profesora”. Michnik mówił też coś o przyzwoitości. Przyzwoitość to jedno z ulubionych słów wyborczej nowomowy. Szantażuje się nim czytelnika sugerując, że jeżeli nie myśli jak oni, to nie jest przyzwoity. Wiele razy byłem tego świadkiem.
Rozumiem, że to jest nagroda za całego Władysława Bartoszewskiego, a nie tylko dla tego, co bredzi o nekrofilach. Ale wręczana dzisiaj wygląda jak Złote Usta dla Palikota.
Na temat alternatywnej rzeczywistości kreowanej przez Wyborczą napisano już mnóstwo rzeczy. Odsyłam do książek Rafała Ziemkiewicza.
Dużo się działo od mojego ostatniego wpisu. Powkurzam się na rzeczy najpopularniejsze.
Rafał Ziemkiewicz idealnie zatytułował swoją książkę o autorytetach – „Czas wrzeszczących staruszków”. Nie bez oporu, ale z pewną bezsilnością postanowiłem użyć w tym wpisie języka autorytetów. Celowo pisze bez cudzysłowu, bo ci ludzie naprawdę są uznawani za autorytety.
Nie, stop. To tak jakby parodiować Jerzego Kryszaka (dobór nazwiska przypadkowy). Nie należy z rzeczy niepoważnych robić jeszcze mniej poważnych. Właśnie takimi niepoważnymi rzeczami są wypowiedzi o nekrofilii, pedofilii i ich koligacjach z moralnością w kontekście Smoleńska. Inną niepoważną rzeczą jest nabijanie się z czarnego krawata u szyi człowieka w żałobie. I tak dalej i tak dalej.
Smoleńsk rzeczywiście zmienił polską scenę polityczną. Dawniej obie strony wrzeszczały po sobie jak najęte. Dziś wrzeszczy jedna, proszę zgadnąć która… Nie, nie zgadli Państwo. To zdumiewające, ale dzikusy i „dzieci specjalnej troski” polskiej polityki stoją spokojnie i zbierają na klatę wszystkie obelgi ze strony postępowych Europejczyków. Jarosław Kaczyński mówi o Rosjanach w sposób, do którego średnio mądry człowiek się nie przyczepi. PiS wbrew niektórym opiniom nie chce wypowiadać Rosji wojny. Władysław Bartoszewski z kolei ludzi, którzy wspominają zmarłych nazywa nekrofilami. Wojciech Jaruzelski rozpływa się nad charyzmą Bronisława Komorowskiego. Kazimierz Kutz coś bredzi o Mao. W końcu Grzegorz Schetyna ciska trumiennymi epitetami.
Ja się pytam, gdzie ta deklarowana przez Stefana Niesiołowskiego powściągliwość z umiarkowaniem? Jak długo ci ludzie będą robić z nas debili i jak długo będzie się im dawać legitymację? Mam nadzieję, że niedługo. Tyle, że alternatywy brak. Tylko nie bierzcie tego zbyt dosłownie, bo wybór SLD (jako alternatywy) były jak leczenie ciężkiej choroby inną ciężką chorobą.
Inny wątek. Słyszeli Państwo, że polski rząd kombinuje znowu z samolotami i nie chce ich kupić tylko czarterować? Słyszeli Państwo, że to jest kalka rozwiązań panujących w Czadzie albo w Kongo? Przeczytałem w Gościu Niedzielnym z 9 maja wywiad z płk. Tomaszem Pietrzakiem, który odszedł ze „sławnego” 36 pułku, żeby nie kojarzono jego nazwiska z radzieckim złomem. W wywiadzie wyjaśniona jest kuriozalność pomysłu czarterowania cywilnych samolotów, oraz dlaczego marka samolotów, które chce czarterować rząd się nie nadaje. Obraz nędzy i rozpaczy. Polecam artykuł, Gość jest w kioskach (nie trzeba iść do kościoła).
Na potrzeby dzisiejszego wpisu postawię taką oto tezę:
Nie ma specjalnej różnicy między życiem politycznym
Rzeczypospolitej pokazywanym w mediach a „Modą na sukces”.
Poza tą wyraźną, że politycy raczej ze sobą na zmianę nie sypiają.
Jeśli kiedykolwiek oglądali Państwo rzeczony amerykański serial, pewnie słyszeliście tego typu dialog:
- wychodzisz za mąż? Przecież dopiero rozstałaś się z [imię pana z którym się rozwiodła]
- podjęłam pochopną decyzję, ale teraz jestem zdecydowana, że wyjdę za [imię pana, z którym chce wziąć kolejny (sic!) ślub kościelny]
-pomyśl o dzieciach!
-jestem w ciąży z [tym panem od nowego ślubu] i chcę z nim spędzić resztę życia.
I tak dalej, i tak dalej. Proszę nie zgrywać snobów i nie mówić, że nie widzieli Państwo ani jednej takiej sceny ; )
No ale przyjmijmy, że ktoś w Polsce nie wie, co to jest „Moda na sukces”. Jest to serial – tasiemiec o żenująco niskim poziomie gry aktorskiej, w którym na tle rozgrywek między domami mody uprawia się łączenie w związki na zasadzie „każdy z każdym”. Nie zdziwiłbym się, gdyby babcia wyszła tam kiedyś za wnuka chcąc spędzić z nim resztę życia.
Ogólnie festiwal najnędzniejszej obłudy.
A teraz do sedna. Jarosław Kaczyński startuje w wyborach prezydenckich. Aha, żeby nie było podstaw do nazywania mnie pisowskim oszołomem pochwalę się, że oddałem dzisiaj podpisy na listach kandydatów na prezydenta – Andrzeja Olechowskiego, Bronisława Komorowskiego i Grzegorza Napieralskiego – a w wyborach planuję zagłosować na Marka Jurka. No więc przedwczoraj lider PiS za pośrednictwem szefowej swojego sztabu obwieścił nam nowinę. Dnia następnego dostałem od pewnej uśmiechniętej pani gazetę „Metro” (numer z 27 IV 2010), w której treść pierwszej strony krzyczała, że oto Kaczyński już podzielił Polaków, że wraca podział na Polskę solidarną i Polskę liberalną, że wracamy do IV RP.
Gość się nie odezwał słowem. Jedyną korespondencją z potencjalnymi wyborcami było oświadczenie ze strony internetowej PiSu i wypowiedzi pani Joanny Kluzik – Rostkowskiej. Cytowanemu w „Metrze” między innymi Stefanowi Niesiołowskiemu przeszkadza to, że w owym oświadczeniu Kaczyński ośmielił się napisać:
Wszystkich, którzy chcą kontynuować dzieło ofiar smoleńskiej tragedii, którzy chcą by prawa Polska i prawi Polacy (…) na zawsze podnieśli głowy, wzywam do współpracy.
Niesiołowski twierdzi, że Kaczyński miał napisać, że chce kontynuować dzieło brata. No przepraszam bardzo – z jakiego powodu mamy rezygnować z kontynuowania tego „dzieła”? Przypominam, że w tym samolocie lecieli politycy od prawa do lewa oraz osoby z polityką związane słabiej bądź w ogóle niezwiązane. I lecieli tam w jednym celu – wszyscy wiedzą jakim. Można więc domniemywać, że oni wszyscy byli patriotami czyli inaczej mówiąc „prawymi Polakami”. Inna sprawa, że słowo prawy kojarzy się też z prawicą. No ale czy to źle być prawicowcem? To dopiero byłoby stwarzanie podziałów, gdyby kandydat PiSu, napisał, że chce kontynuować dzieło brata. Daję głowę, że wtedy podniesionoby krzyk, że smoleńską katastrofę ogranicza się tylko do osoby zmarłego prezydenta i nie docenia ofiary pozostałych.
Jest jeszcze sprawa postrzegania Jarosława Kaczyńskiego jako człowieka. Facet stracił brata bliźniaka i bratową. Ma ciężko chorą matkę, która nie może się dowiedzieć o śmierci syna, żeby sama nie umarła (jak w Good bye Lenin) jest człowiekiem samotnym więc pewnie codziennie wraca do pustego domu. Normalny człowiek zwyczajnie współczuje w takiej sytuacji, a normalne medium nie snuje hipotez o jakimś „graniu trupami” (takie coś też gdzieś przeczytałem). Tylko człowiek naiwny mógłby sądzić, że ktokolwiek – tym bardziej Kaczyński – przejdzie obok tragedii obojętnie. Nawet jeśli będą w jego kampanii jakieś odwołania do tego zdarzenia to uznam to za coś zupełnie naturalnego. Uważam też, że w obecnej sytuacji Jarosław Kaczyński, jak na razie, stwarza wrażenie bycia prawdziwym twardzielem. No ale nie znam go osobiście, i Państwo też nie znają, więc zostawmy jego prywatne sprawy.
W rozmowach z innymi studentami często pojawia się argument, że wyborców bierze się na litość i że właśnie z litości ludzie będą głosować na Kaczyńskiego. Cóż. Jeśli ktoś jest na tyle głupi, żeby głosować z litości to miejmy pretensje do niego a nie do kogokolwiek innego. Nota bene sprawa wygląda podobnie przy głosowaniu na kandydata przystojniejszego (przypominam hasło każda Polka głosuje na Olka. Ze smutkiem zauważyłem też, że na pytanie: co było złe w rządach PiS żaden student (politologii!), z którym rozmawiałem nie potrafił wymienić konkretów. Żeby nie było, ja umiem wymienić parę złych rzeczy. Nie można wymagać od wszystkich, żeby interesowali się polityką. Ale od tych, co chcą zabierać głos wręcz trzeba wymagać minimum, że tak to nazwę, higieny w podejściu. Niezależnie od poglądów.
Tak wszyscy ubolewali, że Kaczyńscy i PiS są potwornie nieprzewidywalni oraz że zwykły obywatel może spodziewać się w każdej chwili zajazdu CBA (dzień dobry, my od Ziobry), a teraz mówi się i czyta, o tym jak decyzja o kandydowaniu była do przewidzenia.
Zdecydujcież się na coś.
Chciałbym kilka słów powiedzieć o relacji marszałek sejmu – nowa ustawa o IPN. Po kolei. Marszałek sejmu nie jest prezydentem. Pełni jedynie jego obowiązki – i to tez nie wszystkie. Marszałek sejmu nie ma mandatu społecznego i obecnie sprawuje urząd w warunkach nadzwyczajnych. Wiem, że to co teraz przeczytacie może się wydać trochę naciągane, ale nie mogę się oprzeć pokusie podzielenia się moim pierwszym skojarzeniem. Otóż Jezus powiedział kiedyś do Piłata: Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry. Dlatego większy grzech ma ten, który Mnie wydał tobie (J 19:10–11.)
Rząd PO dostał prezent o jakim pewnie nie miał śmiałości marzyć. Napisał ustawę, która umożliwi każdemu esbekowi i konfidentowi dostęp do materiałów, jakie w IPN są. Ponadto zlikwiduje dotychczasowe jedenastoosobowe kolegium wyłaniane w drodze konkursu na rzecz dziewięcioosobowej rady wybieranej przez sejm (odpolitycznienie jak w mordę strzelił). Co do tych naukowców, którzy mają zasiadać w tej radzie też nie jestem skłonny być spokojny. Z tego co wiem, to na moim Uniwersytecie Śląskim jest czerwono, że aż razi w oczy. O tych wszystkich TW nie wspomnę. Patrząc na sprawę Migalskiego , na innych uczelniach nie jest lepiej.
Los ustawy, którą śp. Lech Kaczyński chciał odesłać do trybunału konstytucyjnego leży teraz w rękach Bronisława Komorowskiego. Trzeba być naiwnym, żeby sądzić iż mając taką okazję, członek partii rządzącej (jakiejkolwiek – w PiSie, o SLD nie wspomniawszy, pewnie tez by tak było) uniesie się honorem i wykona wolę zmarłego prezydenta z opozycji. I to jest smutne, że takie rzeczy rozpatruje się w kontekście naiwności.
Niemniej jest to pewien test pokory dla pana marszałka. Przecież i tak wygra wybory, więc powinien – chociażby dla własnego pijaru – pozwolić wyłonić nowego prezesa IPN jeszcze starą metodą a potem sobie podpisać tę ustawę. Wyszedłby wtedy na wyważonego męża stanu i miałby dwie kadencje jak w banku. To trochę przesada, ale zarys chyba się zgadza. Chyba, że obecny kształt IPN jakoś mu zagraża.
No ale zapach zdobyczy kusi i nie sądzę, żeby Komorowski wykazał się tu jakąś specjalną błyskotliwością. Chyba że…
…to , co powiedział w wywiadzie dla Newsweeka to tylko zmyłka. Tyle, że na mój rozum do Trybunału odsyła się sprawę przed zbadaniem, a nie po zbadaniu. No i wysoki dygnitarz PO a w dodatku marszałek sejmu, przez którego ręce ta ustawa już przechodziła, zna ją na wylot i wie o wszystkich dziurach.
Słowem – jak w tytule.